Monroe dla ubogich

Wrocław. Sobota. 40 stopni w cieniu. Godzina 12. Wizyta u fryzjera. Dobór koloru. Proszę o paletę. Podoba mi się taki biały z domieszką popielu. 40 minut ściągania koloru. 55 minut koloru, by złapał pigment. Efekt końcowy. Platyna na cerę naczynkową. Monroe ze świnką. Kwestia przyzwyczajenia. Powrót do domu. Matka mówi, że nie chce mnie urazić, ale tak wyglądały w latach 50. wywłoki. 50 stopni w cieniu. Do Rossmana biegiem. Loreal: piaski Sahary. Na opakowaniu bezpieczny słoneczny. Do domu. Piaski Sahary na głowie. Piecze. Łzy w oczach. Trzymać 30 minut. Po 20 minutach ciemny brąz. Zmywam. 60 stopni w cieniu. Do apteki po maść ze sterydami na poparzoną skórę głowy. I już rozumiem porzekadło, że jak chcesz być piękna, to cierp. Z tym że ja ani ładna, ale cierpię bardzo.

Reklamy

Pochwała maja

Dlaczego człowiek powinien kochać maj?
1. Zieleń na liściach jest świeża. Jeszcze w miarę.
2. Wszystko rośnie i zakwita.
3. Na targu pojawiają się pierwsze truskawki i młode ziemniaki. Za te ostatnie płacisz tyle, co za złoto. Cieszysz się mimo to.
4. Zakwitają konwalie. Choć są prawnie chronione przed zrywaniem, każdy ma swój bukiecik w domu.
5. Zakwitają kasztany. Cieszysz się, że jesteś za stara, by zdawać maturę. Bo i tak byś nie zdała. Z matematyki na przykład.
6. W sprzedaży są pomidory malinowe.
7. Możesz pójść do parku i położyć się wśród kaczeńców. Rzecz nie do pomyślenia w grudniu.
8. Golenie nóg już nie jest wymysłem, jest koniecznością.

Mój kraj taki piękny

To znaczy, obejrzałam Debatę prezydencką i naprawdę starałam się patrzeć na tych wszystkich kandydatów jak na ludzi, nie polityków. I oto, co mi wyszło:
1. Andrzej Duda: najlepiej przygotowany. Marynarka dobrze skrojona. Bez zająknięcia się. Bez czytania z kartki. Nie dał się porwać pyskówkom.
2. Paweł Kukiz: największe rozczarowanie. Zagubiony, jąkający się, czytający z kartki od czasu do czasu, raz zaskoczony, że to jego kolej. Straszna szkoda.
3. Janusz Palikot: najpiękniej złożone dłonie w piramidkę ewer.
4. Magdalena Ogórek: nie mogłam się skupić nad tym, co mówi, bo zastanawiałam się, jak jej się te dwa loczki na głowie nieruchomo trzymają.
5. Adam Jarubas: tak niewidoczny, że aż przezroczysty. Mdły.
6. Paweł Tanajno: nie wiem, kto to, ale już na początku pochwalił się, że spłodził czworo potomków (przytyk ku nam, bezdzieciowym). Marynarka o dwa rozmiary za mała. Prawdziwy sarmata.
7. Jacek Wilk: mdło, bezpłciowo, nijako.
8. Korwin: Krul.
9. I jeszcze jeden pan o wyglądzie ojca Dody. Zasalutował na końcu. Kto na niego nie zagłosuje, ten wpierdol.
10. No i mój faworyt, Grzegorz Braun. Zawsze myślałam, że przed startowaniem w wyborach trzeba się poddać testom psychiatrycznym. Pan Grzegorz się nie poddał albo oszukiwał. W każdym zdaniu Żyd. I masoneria. Ten, kto oddał głos na tego pana, powinien się wstydzić. Przyszedł z godłem. Bielik padł na zawał.

Moja mama tuż po skończonej debacie:
– To jest lepsze niż Gra o tron.

Vanitas

Wszystko przemija. W końcu trzeba pogodzić się z tym, że nie ma Kalogródka, w którym piwo smakowało wprost proporcjonalnie do zapachu całej tej spelunki. Że koncern L`Oreal przestał produkować podkład Teint Captif, że w miejscu Capitolu (troszku z boku) nie sprzedają już rurek z kremem, że nie przeczyta się już czasopisma Brum, że obok Hali Targowej nie ma już piekarenki z zapiekankami o takiej nazwie, że wciąż wstyd sobie przypominać, że co trzeci Polak nie wie, co to książka, a co drugi uważa, że lektura to synonim tektury, że chłopcy nie przepuszczają już dziewczyn w drzwiach.

Ale nijak nie mogę pogodzić się z tym, że odchodzą po cichuśku dystyngowani panowie, którzy podróżując tramwajem, na widok kościoła zdejmują kapelusze z głów.

Najkrótsza recenzja na świecie

Widziałam wiele gównianych rzeczy. Wszystkie odcinki M jak miłość widziałam. Widziałam też Bitwę warszawską, a w niej Nataszę Urbańską sączącą herbatę z porcelany widziałam. Widziałam film Ciacho i Kac Wawę widziałam. Widziałam nawet spektakl w Capitolu pod tytułem Janis Joplin.

Ale po obejrzeniu 50 twarzy Greya ktoś powinien odebrać mi wzrok.

Ja kontra kultura wysoka

Sposobów na kupowanie biletów na Przegląd Piosenki Aktorskiej jest wiele, ale nie wszystkie skuteczne. Poniżej przedstawiam miniporadnik zdobycia biletów na najbardziej znane artystyczne wydarzenie Wrocławia.

1. Planowanie zdobycia biletów na PPA zaczynasz już po poprzednim festiwalu. Śledzisz, kto zostaje nowym dyrektorem artystycznym, i gdy się już dowiadujesz, narzekasz, że następny PPA będzie gówniany.
2. Pomimo tego, że wiesz, że następny PPA będzie gówniany, z nerwami odświeżasz stronę i wszelkie zakładki typu Program. Liczysz na to, że będą przecieki.
3. Co weekend chodzisz na wódkę pod nasyp, bo tam przychodzą aktorzy. Liczysz na to, że upiją się wcześniej od ciebie i że po pijaku wszystko wypaplają. Niestety, oni są trzeźwi i milczący, ty nie bardzo.
4. Gdy znajomi pytają cię, jak skutecznie kupić bilet, doradzasz im, że tylko w kasie, bo internety się zawieszają. Nie przejmujesz się za bardzo, gdy w ten dzień płaczą ci do słuchawki, ze ktoś przed nimi w kolejce wykupił wszystkie bilety offowe lub że pani kasjerka musiała pójść siusiu.
5. Dzień przed robisz rozeznanie. Wiesz, kto idzie, ale sprawdzasz sto razy, wydzwaniając i pisząc kompromitujące mejle. Grozisz.
6. Nastawiasz budzik i znowu nerwowo odświeżasz stronę. Budzisz wszystkich, dla których rezerwujesz bilet. Niech wiedzą, ile ciebie to kosztuje.
7. Klikasz, ale dłonie tak Ci się trzęsą, że kupujesz różne bilety za 180 złotych nie zawsze obok siebie. Poprawiasz, a ponieważ głupi zawsze ma szczęście, udaj ci się to.
8. Po zdobyciu biletów dzwonią Ci, którzy te bilety zamówili. Odpowiadasz im beztrosko, że bez nerwów wszystko zarezerwowałaś. Znajomi nie widzą waleriany i dwóch neopersenów forte popitych wczorajszych winem.

Obcowanie z kulturą jest męczące.

Zaczyn

Zawiniątko za bycie Cieniem. Myśl ta przyszła do niego nagle, lecz nie chciał jej odgonić.

Zawiniątko za służbę. Wiedział, że ona zapłaci za nie wiele, by zagłuszyć czymś tę ciszę, która rozdzierała jej serce i wypełniała każdy kąt zbyt pustych komnat. Znalazł je pod Pierwszą Wieżą. Szare zawiniątko, na którym zdążyła osiąść się ziemia, miało pozostać niewidzialne. Nikt nie zapuszcza się pod Pierwszą Wieżę. Kiedyś było miejscem schadzek zakochanych, którzy uciekali tu przed spojrzeniami rodziców, krewnych i ciekawskich sąsiadów, ale nie dziś. Nie po tym wszystkim. Szare zawiniątko miało zostać z czasem zapomniane. Zdradziło je jednak kwilenie. Nie zdążył sprawdzić, jaką kryje płeć. Ani czy jest zdrowe. Nie policzył palców u rączek i nóżek. Najważniejsze, że żyło. Tylko to się w tamtej chwili liczyło. Bardzo by chciał, żeby zawiniątko kryło dziewczynkę. Tak niewiele zostało ich po pożodze. Przetrwali najsilniejsi, którzy zdążyli wykopać głębokie tunele. Najsprytniejsi, którzy znali drogę ucieczki. Najbogatsi, którzy wkupili się w łaskę tych, którzy wskazali ścieżkę.

Zawiniątko za bycie kimś. Za bycie Cieniem. W Sakarii bycie Niewidzialnym gwarantowało pałacową komnatę, ciepły posiłek i miejsce w radzie. Mógłby zostać kimś. Wystarczy tylko zdobyć jej zgodę. Jej przychylność. Potem pójdzie jak z płatka. Ile już tu stoi? A co, jeśli zawiniątko nie żyje? Dawno już przestał czuć pod tkaniną jego nikły oddech. A co, jeśli ktoś się o nie upomni? Ktoś po nie wróci? Myśl tę, w przeciwieństwie do poprzedniej, udało mu się w porę odgonić.

Wreszcie poczuł na sobie jej spojrzenie. Para ciemnych oczu spoglądała na niego wyczekująco. Wiedział, że powinien coś w tej chwili powiedzieć. Wyjaśnić, że odnalazł je pod Pierwszą Wieżą. I że postanowił przynieść je tutaj. I że skoro już tu jest, to chciałby zostać Cieniem.

A może powinien zacząć od początku, lecz wiedział, że jego historia była łudząco podobna do tych, które już słyszała. O głodzie, o polowaniu na szczury, o gorącu i gryzącym w oczy dymie. O poszukiwaniu wody. O brodzeniu w niej. O niewysłuchanych modlitwach, o smrodzie palonych ciał. O pierwszej zieleni liści. O pączkach na krzewach, czczonym jak bóstwa, których pradawne posągi pochłonął Wielki Ogień. O przebaczeniu i obietnicy poprawy.

Mógłby to wszystko jej opowiedzieć, ale zapamiętał słowa ojca, że jedynie z ciszy wykluwa się nadzieja. Jego milczenie zaczynało mu powoli ciążyć, a jej spojrzenie domagało się słów.

– Nazywam się Finn, pani.

Zawiniątko poruszyło się.